W sobote kwadrans przed 4 rano
zjawiam sie po nocy przetanczonej w jednym z poznanskich klubow zjawiam sie
lotnisku Lawica. To juz moj 5 rejs na tej trasie, nie ma to jak niemal prosto z
parkietu udac sie do terminala pasazerskiego i z imprezy wracac do siebie
samolotem ;) Port lotniczy dopiero budzi sie do zycia, uzupelniam stracone kalorie
zestawem Big Mac, ktory w dworcowej restauracji McDonald’s zamowilem na wynos.
Jeszcze tylko mala kawka i kieruje sie do stanowiska odprawy, panie wlasnie
zaczynaja przyjmowac pierwszych tego dnia pasazerow. Najwieksza kolejka
oczywiscie do stanowiska odprawy linii WizzAir, o poranku odlatuja rejsy do
Londynu Luton oraz do Sztokholmu, klasyczne emigracyjne kierunki. Korzystam z
przywileju posiadania srebrnej karty i odprawiam sie przy stanowisku
dedykowanym klasie biznes. Pozniej jeszcze kontrola bezpieczenstwa, tym razem
nie pikam, moge swobodnie przejsc dalej bez „macanki” i przeszukiwania moich
rzeczy osobistych. Do odlotu jest jeszcze prawie polotorej godziny, biore sie
za czytanie nowej ksiazki Teresy Grzywocz pt. „Z chmur do Azji”, w ktorej
autorka stewardesa opisuje swoje wrazenia z Singapuru i panstw dalekiej Azji. Czas
mija szybko, za oknami wstaje dzien a i ilosc pasazerow jest dosc znaczaca. O
tej samej porze odlatuje SAS do Kopenhagi oraz Lufthansa do Monachium. Przez
szybe dostrzegam, ze na plycie stoi zaparkowany Embraer 195 a nie Bombardier
Dash Q 800 jak to bylo w planie. Bardzo mi to pasuje, gdyz nie przepadam za
samolotami turbosmiglowymi, poniewaz jest w nich ciasniej i glosniej a ponadto
bardziej czuc ew. turbulencje.
Start samolotu zaplanowany jest na godzine 5:45, ale sama zaloga niewiele
wczesniej wchodzi na poklad, pasazerowie musza jeszcze nieco poczekac nim zostana
zaproszeni do autobusu. Tym razem jak nigdy podroznych jest naprawde duzo,
wiekszosc miejsc jest zajetych, a zwykle samoloty na tym polaczeniu lataly
prawie puste. Widocznie ludzie sie przerzucili na latanie, oczywiscie wiekszosc
pasazerow podazaja do WAW na przesiadke. Zajmuje miejsce 6D, chwile pozniej dociera
do nas glos kapitana p. Kamila Chudego z kokpitu. Szefowa pokladu jest na tym
rejsie p. Katarzyna Krzyzanowska, ktora wita gosci a nastepnie z mlodsza
kolezanka prezentuje zasady bezpieczenstwa w samolocie. Chwile pozniej pada
komenda pilota i wzbijamy sie w gore, niebo jestr bezchmurne, powoli wstaje
slonce, za to ja zatapiam sie w lekturze magazynu pokladowego Kalejdoskop.
Zawsze ciesze sie na spotkanie z nim i przejrzenie interesujacych artykulow w
nim zawartych. Szkoda tylko, ze mapka polaczen z tylu ksiazeczki wciaz tak malo
atrakcyjna. Niemal od razu po osiagnieciu wysokosci przelotowej rozpoczyna sie
standardowy serwis czyli woda i wafelek Prince Polo, a ja wczytuje sie w
artykul o herbacie w magazynie pokladowym Kalejdoskop. Po nieprzespanej nocy
oczy same mi sie zamykaja, ale udaje mi sie nie zasnac. Po 20 minutach rejsu wlaczona
zostaje sygnalizacja zapiecia pasow, rozpoczyna sie znizanie do Lotniska
Chopina w Warszawie, za oknem juz widac Wisle. Niestety, nad miastem wisza
chmury, zapowiada sie chlodny i deszczowy dzien. Obsluga sprzata kubeczki i
papierki, sprawdza zapiecie pasow i udaje sie na swoje miejsca. Chwile pozniej
lagodnie przyziemiamy, halo Warszawa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz