Galicyjskie delicje / 17.07.2021 - 18.07.2021

Lwów to idealny kierunek na tak lubiane przeze mnie wypady weekendowe, jest blisko, niedrogo, mozna dobrze zjesc, napic sie i poczuc nieco oldschoolowy klimat dawnego ZSRR. Na Kresy ruszam na pokladzie PLL LOT, tym razem jest o tyle egzotycznie, ze na trasie Warszawa-Lwow podstawiono samolot Boeing 737 MAX 8, ktory przywrocono do sluzby calkiem niedawno po niemal dwuletnim uziemieniu. Tym razem nie ma jednak mowy o zadnej awarii a nad bezpieczenstwem zalogi czuwa znany z programu Operacja LOT instruktor Jarosław Wieczorek, punktualnie o 13:30 ladujemy na Ukrainie – szybkie sprawdzenie paszportu, potwierdzenia szczepienia i ubezpieczenia, odbior bagazu rejestrowanego i juz jestem poza terenem terminala. Okazuje sie, ze z powodu remontu bulwaru im. Stepana Bandery nie kursuje trolejbus numer 29 z lotniska pod uniwersytet, ruszam wiec w strone miasta i na wiekszym skrzyzowaniu udaje mi sie dostac na poklad innego autobusu jadacego w kierunku centrum, bilet kosztuje obecnie 10 hrywien, platnosc gotowka u kierowcy. Poniewaz to juz moj trzeci pobyt we Lwowie orientuje sie nieco w miescie i bez wiekszych przygod docieram do hotelu Ibis Styles, gdzie zarezerwowalem sobie nocleg na pobyt, klimatyzwany pokoj to zdecydowanie to, czego mi teraz trzeba, w miescie jest bowiem ok. 30 stopni. Poniewaz jest pora obiadowa takze i ja postanawiam cos przekasic, nieopodal zlokalizowana jest Puzata Chata, gdzie klasycznie wybieram barszcz ukrainski oraz kotlet po kijowsku a do tego kompot truskawkowy, omomom ;) Na deser jeszcze McFlurry z McDonald’s w polewie marakujowej i juz mozna ruszac na spacer po miescie – kieruje sie tym razem na Cmentarz Łyczkowski, gdyz podczas poprzednich wizyt nie mialem okazji go odwiedzic a to miejsce na pewno warto zobaczyc. Po spacerze po nekropolii wracam na lwowski Rynek, ktory o tej porze tetni zyciem, jest cale mnostwo turystow czy tez mieszkancow, ludnosc raczej lokalna, jezyka polskiego tym razem o dziwo nie slychac. Przechodze obok restauracji J.A. Baczewski i udaje sie do znanego z Polski lokalu Pijana Wisnia, gdzie serwowa na jest wysmienita nalewka wisniowa, tym razem w wersji na zimno. Wizyta we Lwowie nie bylaby zaliczona bez wizyty w kawiarni Lviv Croissants, bardzo podoba mi sie ta sieciowka, gdzie serwowane sa croissanty z przeroznym nadzieniem na goraco a do tego obowiazkowo kawa czy nawet kakao :) W drodze powrotnej wstepuje jeszcze do hipermarketu Arsen, trzeba zaopatrzyc sie w arsenal ukrainskich przysmakow jak chalwa, rozpuszczalne kawy smakowe czy jogurty Danone. Ciezszy o dwie torby wracam do hotelu, jeszcze tylko aperol w ramach statutowego welcome drinka i czas do spania.

W niedzielny poranek wybudzam sie rzeski i gotowy do dzialania, po obfitym sniadaniu w hotelowej restauracji potwierdzam na recepcji pozne wymeldowanie i spacerowym krokiem udaje sie w strone dworca kolejowego, bardzo podoba mi sie ten majestatyczny gmach i chce ponownie go zobaczyc. Mam szczescie, bo akurat na peron wtaczaja sie dwa pociagi dalekobiezne, te ukrainskie niebieskie wagony wygladaja wedlug mnie niczym pociagi pancerne, czesto dodatkowo okratowane, niezwykle ciezkie, ale najwazniejsze, ze spelniaja swoja role. Na dworcu jest ruch jak w ulu, widac, ze tam kolej nie jest w takim kryzysie jak w Polsce a moze akurat trafiam na godziny szczytu. Milo popatrzec na tlumy podroznych z bagazami. Wieczorem i ja zamieniam sie w podroznika, jednak nie jest to oczywiscie pociag, a samolot. Samolot B737 800 jest pelen, trafiam na miejsce przy scianie, wiec nawet nie moge sobie dobrze wyjrzec przez okno, ale tym razem za wiele nie widac, bo przez caly niemal rejs lecimy w chmurach, pod nami front burzowy, z tego tytulu nie ma takze serwisu, wiec na Putke ze szpinakiem bede musial jeszcze poczekac nieco ponad dwa miesiace ;) Do zobaczenia w przestworzach!

Bomboloni z Rimini/ 25.06.2021 - 26.06.2021

Ciao a tutti! Kolejny weekend i kolejna wyprawa do basenu Morza Srodziemnego ;) Celem mojej podrozy jest oslawione Rimini, ktore swiecilo triumfy w Polsce w latach 90., czyli w czasach mojego dziecinstwa, kiedy to z Polski jezdzilo sie tam na kolonie i obozy. Wtedy sie nie zalapalem na wyjazd do slonecznej Italii, wiec stwierdzilem, ze czas nadrobic zaleglosci, a ze Ryanair zaoferowal bardzo tanie bilety okoloweekendowe, to nic nie stalo na przeszkodzie, by tam poleciec. Lot z Modlina do Rimini trwa okolo dwoch godzin, do Wloch wylatuje w dniu zakonczenia roku szkolnego, na pokladzie samolotu nie ma wiec jeszcze wielu osob. Zaraz po wejsciu podchodzi do mnie stewardessa i oferuje miejsce w rzedzie ewakuacyjnym, oczywiscie korzystam z takiej propozycji i moge leciec nad Adriatyk w komfortowych warunkach majac do dyspozycji 3 siedzenia. Po wyladowaniu na miniaturowym lotnisku w Rimini mierzona jest wszystkim pasazerom temperatura i to by bylo na tyle, Wlochy staja przede mna otwore. Tak sie sklada, ze nocleg zarezerwowalem sobie wczesniej w dzielnicy nadmorskiej Miramare, w ktorej znajduje sie zarowno lotnisko jak i stacja kolejowa, do hotelu mam raptem 10 minut drogi z terminala. Przed dotarciem do niego robie jeszcze zakupy z supermarkecie, do koszyka wedruja klasyczne przysmaki w postaci kawy Lavazza, makaronow Barilla, sloiczkow z sosami pesto, ciastka Pan di Stelle czy napoje chinotto, podczads zakupow zdecydowanie jestem w swoim zywiole. W hotelu zostawiam moj ekwipunek i ruszam na spacer w kierunku plazy, znalazienie tzw. plazy publicznej nieco trwa, gdyz na wysokosci Rimini dominuja prywatne platne plaze hotelowe, a wolny wstep jest tylko na nieliczne plaze. Za oplata zyskujemy zas mozliwosc skorzystania z lezaka i parasola oraz toalet i przebieralni, wszystko wyglada bardzo elegancko, kazda plaza prywatna ma swoj numer i nazwe i rozni sie nieco wystrojem od pozostalych. Nim jednak rozloze sie na reczniku przystaje jeszcze w lokalnej kawiarni i rozkoszuje sie pierwszym wloskim espresso tego dnia, na deser zamawiam ciasto francuskie z owocami, dolce vita! Plaza sama w sobie jest ogromna, piaszczysta i bardzo zadbana oraz strzezona przez ratownikow lustrujacych morze z kolorowych podestow/budek, wloski Baywatch ;)

Pobyt w Rimini przebiega wybornie, delektuje sie przysmakami kuchni wloskiej, jest pizza, sa slone wypieki, wino, kawa a takze moje odkrycie – pączki z nadzieniem o nazwie bomboloni – palce lizac, nie roznia sie niemal wcale od polskich odpowiednikow. Az dziwne, ze do tej pory nie trafilem na ten przysmak, moze to jakis bardziej lokalny smakolyk...

Lot powrotny mam tym razem z oddalonej o ok. 3 h jazdy pociagiem Pescary, po drodze na pokladzie Trenitalii mijam kolejne kurorty tej czesci adriatyckiego wybrzeza, momentami trakcja kolejowa prowadzi niemal tuz przy plazy jak na polskim Helu. Poniewaz jest niedziela plaze i zatoczki sa oblegane przez spragnionych relaksu Wlochow. W Pescarze panuje nieznosny upal, miasto jest nagrzane, 33 stopnie w cieniu robia swoje. Chlodze sie w gelaterii nieopodal glownego placu miejskiego a potem robie jeszcze spacer nadmorska promenada i spedzam krotka chwile na plazy, wyglada ona dosc podobnie do tej w Rimini, nie jest jednak az tak szeroka. Samo miasto nie wyroznia sie niczym szczegolnym, ma port, w oddali widac nieco zabudowan przemyslowych, ktore mijam po drodze na lotnisko, znajduje sie ono ok. 6 km od plazy, wiec z racji sporego zapasu czasowego ruszam tam pieszo. Lotnisko takze jest malych rozmiarow, wieczorem odbywaja sie tylko 2 loty linii Ryanair, krajowy do Mediolanu Bergamo bedzie pelen, ten do Modlina raczej wypelniony w 1/3, wiec mam caly rzad ponownie dla siebie. Lecimy jedyne 1 h 45 minut i przed czasem ladujemy w Polsce. Arrivederci Italia!

U Cioci Hani w Chanii / 19.06.2021 - 20.06.2021

Kalimera! W koncu nadszedl czas na pierwsza zagraniczna podroz anno domini 2021. Covidowe szalenstwo na dobre opanowalo kule ziemska, konca nie widac, wiec i moje podroze sa nadal bardzo mocno ograniczone. Po kilku miesiacach lotow krajowych na pokladach PLL LOT ruszam na weekendowy wypad do greckiej Chanii, tam mnie jeszcze nie bylo ;) Na Krecie mialem juz kiedys okazje byc w Heraklionie, a w ubieglym roku Hellade odwiedzilem az trzykrotnie, kraj ten z kazda wizyta coraz bardziej mnie urzeka, kiedy wiec pojawily sie bilety w przystepnych cenach udalo mi sie zlozyc rezerwacje w sam raz na moje potrzeby, czyli expressowo. W sobotni poranek po nocnym piatkowym Dashowaniu nocke spedzilem na terminalu lotniska Krakow Balice, fotele kawiarni Costa Coffee na antresoli zdecydowanie spelniaja swoja role. Dochodzi 3:30 a do stanowisk odprawy linii Ryanair juz ustawia sie spora kolejka podrozujacych. Wszystko dlatego, ze wlasnie wtedy personel lotniskowy weryfikuje dokumenty niezbedne do wjazdu – w moim przypadku jest to certyfikat Covid EU Pass oraz dokument PLF (kod QR) wymagany przez Grecje. Po sprawdzeniu dokumentow oraz karty pokladowej przez personel otrzymuje sie karteczke z napisem „Dosc checked”, ktora nalezalo okazac podczas kontroli bezpieczenstwa – wtedy obsluga miala pewnosc, ze pasazer ma prawo do wejscia na poklad samolotu, co z kolei umozliwialo sprawny boarding. Wejscie na poklad oczywiscie odbywa sie z plyty, klasycznie dwie kolejki jak to u irlandzkiego przewoznika. Sam lot nie wyroznia sie niczym szczegolnym, maszyna nie jest szczelnie wypelniona, wiec moge zajac miejsce przy oknie i delektowac sie widokami podczas rejsu. Po ladowaniu nastepuje organoleptyczna kontrola paszportu covidowego oraz dokumenty PLF i mozna opuscic lotnisko. Do odjazdu autobusu mam jeszce troche czasu, zmieniam ubranie na lzejsze i czekam na odjazd busa KTEL, przystanek znajduje sie po prawej stronie od wyjscia. Ja swoj bilet mam juz zakupiony online i wydrukowany, ale nie ma problemu z zakupem go za gotowke u kierowcy, okolo 30 minut pozniej jestem juz w centrum Chanii, po drodze autobus jedzie wzdluz wybrzeza, z gory widac maly port oraz wybrzeze, miasto prezentuje sie malowniczo.

Pierwsze kroki to oczywiscie kawiarni Gregory's, moje ubiegloroczne odkrycie, takze tutaj w samym centrum maja swoja placowke. Kawka po grecku i bajgiel na powitanie to jest to! Jest wczesne sobotnie przedpoludnie, pogoda dopisuje, po degustacji kawki ruszam jeszcze do supermarketu AB, gdzie zaopatruje sie w lokalne przysmaki, grecka kawa, jogurty, ser feta, oliwa z oliwek, oliwki, przekaski, wino retsina i juz wygladam jak wielblad, ledwo docieram do hotelu Irene, gdzie zatrzymuje sie na jedna noc. Pokoj juz na mnie czeka, sprawnie sie w nim instaluje i po odswiezeniu sie ruszam na stare miasto i do portu, ktore przedstawiaja sie urokliwie. Calosc jest bardzo zadbana, jest kolorowo i elegancko, po raz kolejny nie zawiodlem sie na Grecji. Podczas spaceru zakamarkami starowki znajduje sklepy z pamiatkami, zaopatruje sie w magensy, widokowki oraz znaczki, nie ma z tym zadnego problemu. Teraz czeka juz na mnie gwozdz programu, czyli plaza miejska w Chanii. Jestem nia bardzo pozytywnie zaskoczony, spodziewalem sie bowiem malej kamienistej plazy a tutaj piaszczyste wybrzeze oraz bardzo dobre zaplecze, dla chetnych sa lezaki i parasole a wzdluz plazy (paralia) znajdziemy liczne restauracje, gdzie mozna sie posilic. Plaze sa strzezone, sa tam takze przebieralnie oraz toalety, wyszstko wyglada bardzo profesjonalnie. Cale popoludnie spedzam zatem na plazy, opalam sie, czytam, robie spacery wzluz morza, delektuje sie kawa na zimno, obserwuje nie taki licznych plazowiczow, tego mi trzeba. Wieczor to zas spotkanie z kuchnia grecka, czas na przeboj poprzedniego sezonu, czyli salate grecka, podbila moje podniebienie, wiec w tym roku to wlasnie na nia decyduje sie na kolacje. Porcja jest tak duza, ze nie jestem w stanie jej calej zmiescic. Przede mna jeszcze wieczorny spacer do hotelu i obserwacje kociego zycia – greckie koty w ciagu dnia najwyrazniej spaly zmeczone upalem i dopiero po zachodnie slonca wyszly z cienia i ruszyly na zer.

Niedzielny poranek to wizyta na lokalnym „rynku” po kawe i slodko-slone przekaski, a potem juz plaza, jestem bardzo wczesnie, wiec nie ma na niej jeszcze niemal nikogo, mam okazje popluskac sie w zimnym o tej porze morzu. Nie mam niestety duzo czasu, gdyz przed poludniem musze wymeldowac sie z pokoju i udac sie juz na lotnisko – tym razem do Warszawy wracam na pokladzie linii WizzAir. Samolot jest niemal calkiem pusty, bo to dopiero drugi lot na trasie Chania-Warszawa, wiec jeszcze nie ma wielu amatorow na tej trasie. Zajmuje wygodne miejsce z przodu przy oknie i przez ok. 2,5 h rejsu do stolicy kontempluje widoki za oknem. Do zobaczenia, Grecjo! Na pewno jeszcze wroce...